sierpień 2008
Wycieczka Nr 23 - Frombork - 31 sierpnia
Zbiórka : ul. Fromborska - przy Biance, godz. 9.30
Trasa: Elbląg, Krasny Las, Jelenia Dolina, Ogrodniki, Zajaczkowo, Pogrodzie, Frombork, Pogrodzie, Milejewo Elbląg
Długość trasy: 72 km, ilość uczestników: 25, ilość punktów: 108
Wyjazd do Fromborka wiązał się z pewną niespodzianką, mianowicie skorzystanie z możliwości strzelania z broni sportowej i bojowej na strzelnicy myśliwskiej, zlokalizowanej dwa kilometry za Fromborkiem. Znaną dobrze trasą przez Jelenią Dolinę ruszyliśmy w drogę. Już w Jeleniej Dolinie podczas przerwy na odpoczynek okazało się, że niespodzianek w tym dniu będzie znacznie więcej. Zaczęło się od szampana, którym Marian w imieniu " Latarników" powitał " zdobywców Bornholmu". Nie można było zrobić tego wcześniej , gdyż powrót z Bornholmu był późno w nocy. W imieniu bornholmowiczów, serdecznie dziękuję. Po powitalnym szampanie , na placu pojawił się nowy rower Izy. Niepisaną tradycją naszej grupy jest, że każdy nowy rower podlega ceremonii chrztu. Mistrz ceremonii - Edi, wygłaszając stosowna formułkę i nadając imię rowerowi polewał go szampanem. Po rowerze Izy podobnej ceremonii chrztu poddany został nowy rower Tereski. Po uroczystościach wystartowaliśmy , aby po dość szybkim pedałowaniu, o godz. 12.00 dojechać do Fromborka. W pobliżu katedry zatrzymaliśmy się na lody, aby po krótkiej przerwie pojechać na strzelnicę. Tutaj czekał na nas Janusz , przyjaciel naszej grupy a jednocześnie pomysłodawca i organizator całego strzelania. Mając wszelkie uprawnienia oraz broń i amunicję i do pomocy kolegę, przygotował wszystko jak należy. Zanim rozpoczęliśmy strzelanie do tarczy, odbyło się stosowne przeszkolenie o zasadach bezpieczeństwa obowiązujących na strzelnicy. Do wzięcia udziału w strzelaniu zgłosili się wszyscy rowerzyści i osoby towarzyszące, w sumie 28 osób. Strzelanie trwało prawie trzy godziny i wyzwoliło w uczestnikach duże emocję. Strzelaliśmy z karabinka sportowego po 10 strzałów każdy oraz z pistoletu bojowego po 5 strzałów. Najlepsi w strzelaniu otrzymali pamiątkowe dyplomy w konkurencji pań i panów. Po zakończeniu zawodów strzeleckich podziękowaliśmy serdecznie Januszowi za ich świetne przeprowadzenie i gratisowe strzelanie. W dowód wdzięczności przyjęliśmy Janusza na Honorowego Członka Grupy Rowerowej STOP i odznaczyliśmy znaczkiem naszej grupy. Jeszcze raz w tym miejscu w imieniu całej grupy serdecznie Januszowi dziękuję. Kiedy szykowaliśmy się do powrotu, okazało się , że to jeszcze nie koniec niespodzianek. Czekał na chrzest jeszcze jeden nowy rower, tym razem Ani oraz urodziny najmłodszego uczestnika naszych wycieczek rowerowych, Szymona., który w tym dniu obchodził 17-te urodziny. Chrzest roweru odbył się zgodnie z ceremoniałem, a za Szymona wypiliśmy szampański toast. Wszystko to trwało długo i zrobiło się dość późno, stąd zdecydowaliśmy się wracać do Elbląga najkrótszą drogą przez Milejewo.
Wyświetl większą mapę
Foto - relacja z trasy - 31 sierpnia:
|
|
|
Na leśnej drodze za Krasnym Lasem |
Ceremonia chrztu roweru Izy |
Nadawanie imienia rowerkowi Tereski |
|
|
|
Janusz prowadzi instruktaż z zasad strzelania |
Heniu i Mirek na stanowiskach strzeleckich |
Ogólny widok strzelnicy |
|
|
|
Na stanowisku Małgosia |
Celuje Iza |
Chrzest roweru Ani |
|
|
|
Szymon otwiera urodzinowego szampana |
Podziękowania dla Janusza |
Pod pomnikiem wielkiego astronoma we Fromborku |
powrót do góry
Wycieczka Nr 22 - Sztutowo - 24 sierpnia
Zbiórka: ul. Mazurska - na rampie, godz. 9.30
Trasa: Elbląg, Nowakowo, Marzęcino, Tujsk, Rybina, Sztutowo i powrót tą samą trasą
Długość trasy: 90km, ilość uczestników: 6, ilość punktów: 90
Wczesna pora i długi dystans dzisiejszej wycieczki spowodował małą frekwencję , bo tylko 5 osób stawiło się na rampie.
Przed wyjazdem spotkaliśmy Sylwka, który wrócił z grupą z Bornholmu i podzielił się z nami swoimi wrażeniami z wyjazdu.
Przy ładnej pogodzie, wyruszyliśmy na znaną i lubianą przez wszystkich trasę.
Przeprawiając się promem w Kępinach, dowiedzieliśmy się, że goni nas Heniu. Postanowiliśmy poczekać na niego przy stawie w Marzęcinie, naszym częstym miejscu postojowym, gdzie spędziliśmy czas na wspominaniu rajdu wzdłuż wybrzeża. Tym razem do Sztutowa pojechaliśmy troszkę dłuższą trasą przez Groszkowo, to tak dla urozmaicenia. W Sztutowie pogoda nam dopisywała więc spędziliśmy około godzinki na plaży korzystając ze słońca, którego dawno nie było na niebie. Januszowi tak przygrzało, że postanowił zażyć kąpieli nie tylko słonecznej, ale i wodnej.
Po takim relaksie i dobrym obiadku, nadszedł czas powrotu. W drodze do domu, towarzyszył nam jak zwykle na tej trasie pan wiatr
Spokojnym tempem dotarliśmy do Elbląga, gdzie rozstaliśmy się. Za tydzień będzie wreszcie cała nasza grupa razem!.
Z tego samego powodu jak na poprzedniej wycieczce do Pasłęka, czyli nieobecności fotografów ( wyjechali na Bornholm i jeszcze nie wrócili), foto-relacji niestety nie będzie.
Wyświetl większą mapę
powrót do góry
Wycieczka Nr 21 - Pasłęk - 17 sierpnia
Zbiórka: ul. Rawska - przy salonie Opla, 17 sierpnia, godz. 9.30
Trasa: Elbląg, Przezmark, Pomorska Wieś, Zastawno, Młynary, Słobity, Pasłęk, Krosno, Węzina, Przezmark, Gronowo Górne, Elbląg
Długość trasy: 77 km, ilość uczestników: 8, ilość punktów: 114
Pomimo pochmurnego nieba i niezbyt wysokiej temperatury, na niedzielna przejażdżkę zgłosiło się aż osiem osób. Tak, aż osiem, gdyż trzeba pamiętać, że cześć grupy bawi się rowerami na Bornholmie.
Celem tej wycieczki był Pasłęk, a głównie lodziarnia na starym mieście.
Byliśmy tutaj rok temu i tak nam zasmakowały lody serwowane w tej lodziarni, że postanowiliśmy ponownie tam zawitać.
Podczas jazdy wspominaliśmy i dzieliliśmy się wrażeniami z dopiero co zakończonego rajdu Szlakiem latarni polskiego wybrzeża.
Wycieczka okazała się dosyć wymagająca, a to ze względu na pofałdowany teren okolic Młynar, no i oczywiście znany wszystkim podjazd do Przezmarku. Również pogoda nie zachęcała do dłuższych postojów. W drodze powrotnej zaczęła nawet padać mżawka.
Zmęczeni ,zrezygnowaliśmy z drugiego podjazdu do Przezmarku, kierując się krajową 7 prosto do domów.
Niestety, z powodu nieobecności fotografów na tej wycieczce ( wyjechali na Bornholm), foto-relacji nie będzie.
Wyświetl większą mapę
powrót do góry
Wycieczka Nr 20 - Bornholm - 16-23 sierpnia
Zbiórka : Pakowanie - parking przy Leclercu, 15 sierpnia, godz. 19.00
Wyjazd - parking przy sądzie, 16 sierpnia, godz. 1.00 ( w nocy )
Powrót - parking przy sądzie, 24 sierpnia, godz. 2.00 ( w nocy )
Obszar całej wyspy Bornholm
Długość trasy: 394 km, ilość uczestników: 14, ilość punktów: 591
Bornholm to Duńska wyspa na Morzu Bałtyckim o powierzchni 588 km kw., zamieszkana przez 43 tys. mieszkańców. Ludność zajmuje się rybołówstwem i rolnictwem. Gospodarka oparta jest na przetwórstwie spożywczym /ryby/, duże znaczenie ma ma także przemysł cementowy i ceramiczny. Główne miasta to Ronne, Allijnge, Nexo, Svaneke. Na wyspie panuje nienaganny porządek. Wszystko ma swoje miejsce. Mieszkańcy Bornholmu są przyjaźnie nastawieni do odwiedzających wyspę turystów. Niezwykle troszczą się o swoje stare drewniane domy, wiejskie farmy i uliczki pamiętające dawne czasy. Świadectwem tych starań są muzea i kolekcje tak publiczne jak i prywatne, albowiem wszystkie prowadzone są z entuzjazmem i pasją. Bornholm, to ogromny ogród, przez który wije się wstęga miast, miasteczek i rybackich osad. Łąki i pola tworzą wymyślne geometryczne wzory, gdzieniegdzie upstrzone czerwonymi dachami domów. A domy jak z kolorowej malowanki. Jedyna w swoim rodzaju estetyka. Połączenie ludowej prostoty z wyrafinowaną paletą kolorystów, którzy nagle odkryli urodę nasyconej czerwieni, intensywnego fioletu, ostrego szafiru. Wszystko zaś oprawione w naturalne ramy: turkusowego morza, błękitnego nieba, zielonych lasów, pokrytych żółtym nalotem skał i białych kominów wędzarni.
Większość turystów przyjeżdża na Bornholm z rowerem, bo zachęca do tego ponad 200 km nienagannie utrzymanych tras rowerowych poprowadzonych przez najpiękniejsze części wyspy. Poruszanie się na rowerze jest tu nie zawsze łatwe ale za to przyjemne i co najważniejsze - bezpieczne. Z tego środka lokomocji korzystają tu więc wszyscy: dorośli dzieci, młodzież i starsi. Ścieżki są tak poprowadzone i oznakowane, aby można było dojechać we wszystkie interesujące miejsca. Do najciekawszych atrakcji wyspy można zaliczyć : dumnie wznoszące się na skałach ruiny zamku Hammershus, okrągłe kościoły w Nyker i Osterlars, mroczny las Almindingen, szerokie plaże w Balka i Dueodde, niesamowite skalne urwiska w okolicy Sandkus i Heligdomskipperne, słynne wyspiarskie wędzarnie ryb w Svaneke i Hasle, zespół skał i klifów stromo opadających do morza zwanych Jons Kapel , bogate muzeum starych samochodów w Aakirkeby, tropikalny Park Motyli w Nexo, oraz wiele innych atrakcji jak chociażby przydrożne młyny i wiatraki oraz urocze rybackie porty.
Podczas naszego pobytu do wszystkich najciekawszy miejsc wyżej wymienionych udało się nam dojechać i zobaczyć na własne oczy. Po kolei i z konieczności w wielkim skrócie postaram się je opisać.
16 sierpnia - sobota. Trasa: Elbląg, Darłowo, Nexo, Svaneke, Listed, Gudhejm, Listed. Długość trasy rowerowej: 40 km
Podróż do Darłowa busem w deszczu. Rejs z Darłowa do Nexo statkiem LADY ASSA po spokojnym morzu i zgodnie z planem. W Nexo oczekuje nas nasza gospodyni Pani Zosia z samochodem z przyczepką, gdzie ładujemy nasze bagaże. Na lekkich rowerkach, ścieżką rowerową Nr 10 wzdłuż morza, jedziemy do naszej kwatery w Listed. Po drodze podziwiamy widoki, po prawej stronie morze i kamieniste zatoczki, po lewej uprawne pola i łąki Zatrzymujemy się w miejscowości Aarsdale, gdzie zwiedzamy zabytkowy wiatrak-muzeum. W Svaneke zatrzymujemy się w porcie aby przez kilka minut popatrzeć na toczące się tu życie. Dojeżdżamy do Listed małej miejscowości, pięknie położonej wzdłuż drogi, tuż nad samym morzem. W Listed kwaterujemy się i po obiedzie jedziemy do Gudhjem, aby zwiedzić to niewielkie ale bardzo urokliwe miasteczko. Po drodze zwiedzamy fabryczkę szkła artystycznego Baltic Sea Glass, gdzie można obserwować bezpośrednio proces wytwarzania pięknych wyrobów z kolorowego szkła i oczywiście można zakupić gotowe szklane cacka. Gudhejm to malownicza osada rybacka o przepięknym położeniu od wieków przyciągająca artystów i rzemieślników. Malowane kolorowo domy są usadowione na stromych zboczach skalnych. Łączą je wąskie, wijące się uliczki, ścieżki i schodki. Symbole miasteczka to wiatrak Gudhejm Molle oraz kościół. Pełni wrażeń i zachwyceni Gudhejm wróciliśmy do Listed na kolację i podsumowanie dnia.
17 sierpnia - niedziela. Trasa: Listed, Svaneke, Listed.
Od rana leje i wieje silny wiatr. Aby wykorzystać czas, ekipa z Halinką na czele i z Zosią, naszą gospodynią, jadą samochodem do Svaneke zrobić zakupy. Pozostała część grupy w całkiem niezłym nastroju zastanawia się co robić. Po powrocie z zakupów i wcześniejszym lekkim obiedzie decydujemy się, mimo wciąż padającego deszczu i silnego wiatru iść na piechotę do Svaneke na wędzoną rybkę. Do Swaneke docieramy dość mocno przemoczeni. Wędzone śledzie zjedzone w przytulnym i ciepłym miejscu poprawiają nam humory. Przestaje padać, zwiedzamy więc Svaneke, miasto słońca, z łabędziem w herbie. Jest to najmniejsze miasto w Danii, bo ma tylko 1200 mieszkańców. Jest znakomitym przykładem pełnego harmonii prowincjonalnego miasta , rozwijającego się na stromych partiach skalnych wokół portu. Kolorowe grupy domków spajają kamienne murki i wyróżniają się charakterystycznymi, wewnętrznymi schodkami, bujnymi ogrodami z orzechami włoskimi i morwami. Są tu warsztaty artystów rzemieślników i ciekawe sklepy. W 1975 roku Svaneke wyróżniono europejskim złotym medalem za bardzo pieczołowitą konserwację wszelkich zabudowań. Pełni zachwytów nad urodą miasteczka wróciliśmy do Listed. Zaświeciło słońce, poszliśmy więc jeszcze na spacer nad morze w okolicach portu rybackiego, aby obserwować rozbijające się fale na kamiennych falochronach portu i podziwiać piękny zachód słońca.
18 sierpnia - poniedziałek. Trasa: Listed, Svaneke, Aarsdale,- ( ścieżka rowerowa Nr 10), Paradisbakkerne, Almindingen, Vestermarie, Ronne - ( ścieżka rowerowa Nr 21), Nyker, Klemensker, Helligdosvej - (ścieżka rowerowa Nr 23), Gudhejm, Bolshvan, Listed - (ścieżka rowerowa Nr 10). Długość trasy: 85 km
W tym dniu jedziemy do Ronne - stolicy wyspy i przy okazji zwiedzamy środkową część wyspy. Mijamy znane już nam Svaneke i Aarsdale aby zjechać na ścieżkę rowerową nr 21, która doprowadziła nas do samego Ronne. Po drodze zatrzymaliśmy się na popas pod rozłożystym drzewem w lesie Almindingen. Pod Ronne popatrzyliśmy chwilę na golfistów ciągnących swoje golfowe wózki i starających się trafić do dołka. W Ronne najpierw pojechaliśmy do portu, aby potem spacerkiem przejść do centrum miasta, gdzie spędziliśmy ponad godzinę, jedząc lody, ciasteczka i spacerując po rynku. Ronne to największe miasto Bornholmu, zamieszkuje tu trzecia część ludności wyspy. Miasto wyróżnia się charakterystycznymi, małymi domkami, znakomicie zachowanymi, o drewnianej konstrukcji ramowej wypełnionej cegłą lub gliną, oraz wąskimi uliczkami, które często wyłożone są kamieniami polnymi. Żal było opuszczać Ronne, ale przed nami jeszcze daleka droga. W Ronne wjechaliśmy na ścieżkę rowerową Nr 23, którą dojechaliśmy do miejscowości Nyker. Tu zobaczyliśmy nasz pierwszy kościół rotundę, który zwiedziliśmy. Kościoły tego typu należą do niezwykłych zabytków, jakich poza Bornholmem nie uda się nigdzie zobaczyć. Na wyspie znajdują się cztery romańskie kościoły-rotundy, stanowiące niemal wizytówkę Bornholmu, pochodzące prawdopodobnie z XII wieku. Pełniły one niegdyś nie tylko rolę miejsc religijnego kultu, ale także budowli obronnych. Każdy z nich, choć w kształcie podobny do pozostałych, charakteryzuje się czymś szczególnym. Kościół w Nyker wyróżnia się dobrze zachowanymi freskami z końca XIII wieku. Do Listed dojechaliśmy mocno zmęczeni, ale pełni wrażeń..
19 sierpnia - wtorek. Trasa: Listed, Ostermarie, Osterlars, Arsballe, Klemensker, Hasle, Teglkas, Jons Kapel, Vang, Hammershus, Allinge, Tejn, Helligdomsklipperne, Gudhejm, Bolshvan, Listed - ( od Hasle do Listed cały czas ścieżką rowerową Nr 10). Długość trasy: 83 km
W tym dniu postanowiliśmy zwiedzić północną cześć wyspy, najbardziej trudną dla rowerzystów, z licznymi podjazdami, ale moim zdaniem najpiękniejszą. Do Hasle dojechaliśmy drogami publicznymi, po których również jeździ się bardzo dobrze i bezpiecznie. Po drodze, w Osterlars zwiedziliśmy nasz kolejny kościół rotundę. Jest to największy kościół i o najbogatszej formie, zwany św. Laurentiusem. Tu skorzystaliśmy z dostępu do Internetu, aby przesłać wiadomość od nas. W Hasle zajechaliśmy do wędzarni na świeżą rybkę. Hasle to bardzo ładne miasteczko z urokliwą wędzarnią śledzi. Z Hasle do Teglkas prowadzi malownicza, olśniewająca ścieżka rowerowa, położona między brzegiem morskim a stromymi pagórkami na wschodzie. Za Teglkas czekał nas ciężki podjazd, a raczej podejście, gdzie zeszliśmy nieco ze ścieżki, aby zobaczyć imponujące skały Jons Kapel i wielką ścianę skalną Hvidkleven, wznoszącą się na wysokość 41 metrów ponad poziom morza. Nasyciwszy oczy widokami ruszyliśmy dalej, aby zdobyć ruiny zamku Hammershus. Imponujące ruiny zamku wznoszą się na północnym cyplu Bornholmu. To największe ruiny średniowiecznej twierdzy na północy Skandynawii. Twierdzę wzniesiona w XII. To było świetne położenie ze względu na doskonałe warunki obronne. Kolejne 500 lat to burzliwa historia walk o panowanie nad Bornholmem. Jadąc dalej zatrzymaliśmy się, aby zobaczyć kamieniołomy, gdzie wydobywa się granit. Na sporych połaciach Bornholmu występuje pięć różnych gatunków granitu, bardzo cenionych przez szlifierzy kamieni. Allinge to kolejna miejscowość, przez którą prowadziła nasza ścieżka rowerowa. To miasteczko odwiedzane głównie przez żeglarzy, z ciekawą promenadą w porcie, gdzie zawija ogromna ilość jachtów i łodzi żaglowych. Niestety, brakowało nam czasu, na dokładniejsze zwiedzanie. Po drodze zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek w porcie Tejn, gdzie corocznie rozgrywane są regaty żeglarskie o Puchar Bornholmu. Kolejny przystanek i zwiedzanie to Helligdomsklipperne ( Święte Skały) , bardzo malownicze klify, wzdłuż których prowadzi ścieżka i drewniane schodki, umożliwiająca dojście do najciekawszych widokowo miejsc. Zachwycenie, kończyliśmy zwiedzanie, gdy powoli zachodziło słońce. Do Listed dojechaliśmy o zmroku, zmęczeni, ale pełni wrażeń.
20 sierpnia - środa. Trasa: Listed, Svaneke, Nexo - (ścieżka rowerowa Nr.10), Aakirkeby, - (ścieżka rowerowa Nr 21), Dueodde, Snogebaek, Balka, Nexo, Svaneke, Listed - (ścieżki rowerowe Nr21, Nr 24 i Nr 10). Długość trasy: 76 km
W środę zwiedzamy południową część wyspy. Do Nexo dojeżdżamy znaną już nam trasą. Na rynku w Nexo robimy dłuższą przerwę na lody i przy okazji zwiedzamy okolice rynku. Nexo to rodzinne miast wielkiego duńskiego pisarza Martina Andersena Nexo, żyjącego w latach 1869-1954. Nexo to ważny port dla turystów z Polski, gdyż zawijają tu statki turystyczne z Polskich portów. Miasto do dzisiaj nosi znamiona bombardowania przez Rosjan w 1945 roku. Z 900 domów ocalało tylko 150. Odbudowane, jest ważnym miastem handlowym i turystycznym. Z Nexo , jadąc ścieżką rowerową Nr 21 dotarliśmy do Aakirkeby, gdzie zwiedziliśmy bardzo ciekawe muzeum starych samochodów. Można tu było zobaczyć unikalny zbiór pojazdów i warsztat z początków motoryzacji. W Aakirkeby znajduję się również muzeum przyrody - NaturBornholm, ze względu na brak czasu, tam nie pojechaliśmy. Aakirkeby to duże, prężne miasto handlowe. Na rynku odpoczywaliśmy przez dłuższą chwilę obok pomnika gęsi wykonanych z brązu. Po odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę do Dueodde, Zaparkowaliśmy nasze rowery przed wejściem na główną plaże, aby długą, drewnianą ścieżką dojść nad morze. Tutaj zażywaliśmy rozkoszy leniuchowania, a nawet opalania się, gdyż pojawiało się słońce. Część bardziej odważnych kąpała się w morzu. Dueodde to miejscowość z najbardziej znaną plażą na Bornholnie, opisywaną przez przewodniki turystyczne jako jedna z najpiękniejszych w Europie. Piasek z tej plaży używano kiedyś do wypełniania klepsydr, bowiem na swój sposób dziwnie "śpiewał". Naszym zdaniem, polskie plaże nad Bałtykiem są piękniejsze. Po odpoczynku na plaży, robiąc przerwę na zakupy w Nexo, wróciliśmy do bazy w Listed.
21 sierpnia - czwartek. Trasa: Listed, Gudhejm, - (ścieżka rowerowa Nr 10), Osterlars, Almindingen - (ścieżka rowerowa Nr 25), Paradisbakkerne - (ścieżka rowerowa Nr 22), Ibsker, Svaneke - (droga publiczna), Listed. Długość trasy: 51 km.
Trzy poprzednie dni jazdy na rowerze pozwoliły nam poznać w ogólnym zarysie praktycznie całą wyspę. Kolejne nasze wypady będą próbą bardziej dokładnego poznania wybranych fragmentów wyspy znajdujących się w pobliżu naszego miejsca pobytu.
Ścieżka rowerowa Nr 10 z Listed do Gudhejm to bardzo malowniczy szlak rowerowy, z pięknymi widokami na Bałtyk po prawej stronie i widokiem pól uprawnych i farm rolniczych po lewej. Ścieżka ma jeszcze jedną charakterystyczna cechę, długie i strome podjazdy w obu kierunkach. W tym dniu wiało mocno w twarz i jazda pod górę okazała się bardzo ciężka. Po drodze zatrzymaliśmy się przy Baltic Sea Glass, gdzie mogliśmy odpocząć i jeszcze raz popatrzeć na piękne wyroby ze szkła i na proces ich wytwarzania. Niektórzy z nas zrobili drobne zakupy. Szklane cudeńka są piękne ale też i drogie, stąd nasze zakupy były raczej skromne. W Gudhejm poświęciliśmy więcej czasu na pobyt w tym uroczym miasteczku. Był czas na lody, piwko i rybkę oraz zwiedzanie. Jadąc dalej ścieżką rowerową Nr 25 zatrzymaliśmy się w Osterlars przy kościele w kształcie rotundy. Byliśmy tu już wcześniej, ale mimo to jeszcze raz obejrzeliśmy ten zabytkowy obiekt. Przy okazji skorzystaliśmy z kawiarenki internetowej, gdzie Kasia z Wackiem wpisali informację o naszym pobycie na wyspie. W lesie Almindingen wjechaliśmy na ścieżkę rowerową Nr 22 aby tą trasą dojechać do lasu Paradisbakkerne. Stąd już drogą publiczną, przez Ibsker dojechaliśmy do Svaneke. Po drodze w Ibsker zwiedziliśmy zabytkowy kościół nie rotundę, ale też ciekawy i zupełnie inny niż nasze kościoły. Wokół kościoła znajduje się cmentarz przypominający raczej pięknie zadbany park. W Svaneke mieliśmy dużo wolnego czasu aby pospacerować po miasteczku, coś przegryźć i odpocząć oraz zrobić zakupy. Powrót do Listed to już chwila. Mimo ciężkiej trasy do Gudhejm i wiatru, który na otwartych przestrzeniach dokuczał nam przez cały dzień, był to raczej lekki dzień.
22 sierpnia - piątek. Trasa: Listed, Bolshavn - (ścieżka rowerowa Nr 10), Paradisbakkerne, Nexo - (droga publiczna), Balka, Snogebaek, Balka, Nexo, Svaneke, Lised - (ścieżka rowerowa Nr 10) Dłudość trasy: 45 km
Z Listed jedziemy do Balshvan, aby tam skręcić na drogę publiczną i przez Ibsker i las Paradisbakkerne dojechać do Nexo. Po drodze zatrzymaliśmy się przy samoobsługowym przydrożnym straganie, gdzie można było zakupić drobne pamiątki, warzywa oraz wyroby wykonane ręcznie przez właścicieli straganu. Pieniądze za zakupiony towar wrzuca się do stojącej na stole skarbonki. Ciekawostką jest, że nikt tego nie pilnuje. Takich straganów ustawionych przy drogach w pobliżu farm i przy ścieżkach rowerowych widzieliśmy wiele. Świadczy to o kulturze i zaufaniu mieszkańców Bornholmu do odwiedzających wyspę turystów i własnych obywateli. W Nexo odwiedziliśmy Park Motyli. Można tu zobaczyć z bliska wiele gatunków egzotycznych motyli fruwających wśród tropikalnych kwiatów i spijających z nich nektar. W tropikalnym klimacie i wśród odgłosów tropikalnego wilgotnego lasu spędziliśmy sporo czasu starając się złapać w wizjer aparatu i utrwalić najciekawsze i najbardziej kolorowe egzemplarze. Można też było pogłębić swoją wiedzę o powstawaniu naturalnego jedwabiu, oglądając wystawę poświęconą jedwabnikom. Z Nexo pojechaliśmy do miejscowości Balka, jednej z bardziej znanych nadmorskich kurortów oraz dalej do Snogebaek. Snogebaek to piękna, mała osada rybacka będąca jednocześnie wakacyjną perłą. Zwiedziliśmy obecny port rybacki, który powstał prawie sto lat temu, leży sto metrów od brzegu i jest z nim połączony drewnianym pomostem. Mieszkańcy tej niewielkiej osady przygotowują dla gości wiele atrakcji, ale żeby z nich skorzystać to trzeba tu pomieszkać. Niestety byliśmy tu zbyt krótko. Wracając do domu zatrzymaliśmy się po raz kolejny w Nexo, tym razem specjalnie, aby zjeść śledziowy obiad. Za 79 koron można było smakować do woli na różne sposoby przyrządzone śledzie, z wielkim wyborem rozmaitych sałatek. Stąd nikt nie wyszedł z niedosytem. Po powrocie do bazy w Listed rozpoczęły się przygotowania do uroczystej kolacji kończącej i podsumowującej nasz tygodniowy pobyt na wyspie. Kolacji tym bardziej uroczystej, że właśnie w tym dniu przypadały urodziny Kasi. Przy pięknie przygotowanym stole, z udziałem gospodyni Zosi i jej męża oraz całej naszej grupy były życzenia dla Kasi oraz toasty i podsumowania naszego pobytu.
23 sierpnia - sobota. Trasa: Listed, Svaneke, Nexo, Darłowo, Elbląg. Długość trasy rowerowej: 14 km
Poranek wita nas deszczem i wiatrem. Z planów na poranną kąpiel w morzu na pobliskiej plaży niestety nic nie wyszło. Po śniadaniu, oczekując na poprawę pogody spędzamy czas na towarzyskich rozmowach. Niestety deszcz nie ustaje. W końcu przychodzi czas pożegnania naszych gospodarzy. Z Zosią żegnamy się jak z mamą, u wielu widać objawy wzruszenia. Do Nexo jedziemy na rowerach w deszczu, o tyle dobrze, że nasze suche bagaże dojadą samochodem. Plany z jazdy rowerem w okolicy Nexo, ze względu na wciąż podający deszcz, stały się nieaktualne. Lady Assa wyrusza planowo o 17.30. Pierwsza godzina podróży przebiega spokojnie, ale potem zaczynają się problemy. Wielu pasażerów, w tym i członkowie naszej grupy zaczynają odczuwać skutki mocnego bujania statku, czyli choroby morskiej. Tak jest do końca podróży. W Darłowie sprawnie ładujemy rowery i wyruszamy w drogę powrotną do Elbląga. Na miejscu jesteśmy w niedzielę o 2.15 w nocy.
Podsumowanie
Każdy z nas jadąc na Bornholm miał o tej wyspie własne wyobrażenia, nadzieje i plany. W jakim stopniu rzeczywistość wypełniła oczekiwania, każdy musi ocenić to sam. Jedno można powiedzieć bez żadnych wątpliwości, jest to doskonałe miejsce, gdzie każdy rowerzysta może spełnić swoje rowerowe ambicje. Tydzień jazdy na rowerze pozwala poznać dość dobrze wszystkie ścieżki rowerowe jak również drogi publiczne, po których jeździ się również doskonale i bezpiecznie. Na dokładniejsze poznanie wyspy, jej wszystkich atrakcji i ciekawych zakątków to jednak za mało. Dlatego też, jeżeli ktoś tu był raz to zapewnie jeszcze tu wróci.
Podziękowania:
Dla naszej gospodyni, Zosi Jorgensen, która przyjęła naszą dużą grupę w swoim domu z wielką troską i gościnnością, udzielając nam na co dzień rad i pomocy.
Całej naszej grupie za wzorowe zachowanie, dyscyplinę i bezpieczną jazdę.
Naszym Paniom: Halince, Kasi, Danusi i Małgosi za przygotowywanie wspaniale wyglądających i smakujących posiłków.
Sylwkowi za fachową i chętnie udzielaną pomoc techniczną przy rowerach.
Ediemu za umilanie naszego pobytu muzyką.
Wyświetl większą mapę
Foto - relacja z trasy - 16 - 23 sierpnia:
|
|
|
Jesteśmy w porcie w Nexo |
Postój przy młynie w Aarsdale |
W porcie w Svaneke |
|
|
|
Nad brzegiem morza w Listed |
Przy zabytkowym młynie w Gudhejm |
Podziwiamy panoramę Gudhejm |
|
|
|
Na skałkach przy porcie w Gudhejm |
Przy armatach w pobliżu wędzarni w Svaneke |
Spacer nad morze w Svanekem |
|
|
|
Wieczorny spacer nad morze w Listed |
Jesteśmy gotowi do zdobywania Bornholm |
Pod rozłożystym drzewem w lesie Almindingen |
|
|
|
Za nami pola golfowe pod Ronne |
Parkujemy na placyku w Ronne |
Na moście pod Gudhejm |
|
|
|
Odpoczynek przy trasie z Gudhejm do Listed |
Przy kościele rotunda w Osterlars |
Wędzarnie w Hasle |
|
|
|
Na kamiennym molo w Teglkas |
Wspinaczka w pobliżu Jons Kapel |
Klifowe wybrzeże w Jons Kapel |
|
|
|
Widok na ruiny zamku Hammershus |
Scieżka rowerowa pod Helligdoms-klipperne |
Podziwiamy klify Helligdoms-klipperne |
|
|
|
Śniadanie przygotowane - dzieło naszych pań |
Podjazd w pobliżu Aarsdale |
Lody na rynku w Nexo |
|
|
|
Zwiedziliśmy muzeum starych samochodów w Aakirkeby |
Na rynku w Aakirkeby |
Nasze morsy na plaży w Dueodde |
|
|
|
Na ścieżce rowerowej Nr 10 do Gudhejm |
Spacerkiem po Gudhejm |
Na trasie pod Svaneke |
|
|
|
Zakupy w przydrożnym samoobsługowym straganie |
W rybackim porcie w Snogebaek |
Pożegnalna uroczysta kolacja w Listed |
powrót do góry
Wycieczka Nr 19 - Marzęcino - 10 sierpnia
Zbiórka: Starówka, przy Piekarczyku, godz. 9.30
Trasa: Elbląg, Helenowo, Bielnik, Kępa Rybacka, Kępiny, Marzęcino, Kępiny, Nowakowo, Elbląg
Długość trasy: 45 km, ilość uczestników: 21, ilość punktów: 45
Tym razem zaplanowaliśmy trasę tak, aby spotkać się z ekipą kończącą w tym dniu wyprawę rowerową wzdłuż polskiego wybrzeża, szlakiem latarni morskich. Ostatni etap wyprawy prowadził z Krynicy Morskiej do Elbląga przez Marzęcino. Pod Marzęcinem jest miejsce ładnie położone nad kanałem, które odwiedzamy już od kilku lat przynajmniej raz w każdym sezonie. Właśnie tutaj wyznaczyliśmy miejsce powitania naszych dzielnych " Latarników". Nazwaliśmy ich "latarnikami" ponieważ zwiedzili wszystkie czynne latarnie morskie wzdłuż wybrzeża od Świnoujścia do Krynicy Morskiej. W oczekiwaniu na przyjazd ekipy kończącej rajd dopracowaliśmy szczegóły organizacyjne samego przywitania. Kasia przygotowała transparent powitalny, który razem z Halinką dopracowały kolorystycznie. Edi przygotował muzykę powitalną z tradycyjnym marszem na początek. Był też oczywiście szampan i ognisko. Grupę rajdową przywitaliśmy z rozwiniętym transparentem i wiwatami na ich cześć. Długo trwały uściski i gratulacje. Były też pierwsze spontaniczne relacje i wrażenia. Po krótkim odpoczynku i posiłku naszych bohaterów, wyruszyliśmy wspólnie w drogę powrotną do Elbląga. Rozstaliśmy się na rampie przy ul. Mazurskiej.
Szczegółowa relacja z trasy rajdu, przygotowana przez pomysłodawcę i organizatora - Mariana Dulembę, wraz z fotografiami, ukaże się na stronie internetowej, po naszym powrocie z kolejnej wyprawy na Bornholm.
W imieniu Grupy Rowerowej STOP serdecznie gratuluję całej ekipie rajdowej hartu ducha i wytrwałości w bardzo trudnej wyprawie i dojechania do celu zgodnie z programem. Marianowi dziękuję za trud włożony w organizację i poprowadzenie rajdu.
Wyświetl większą mapę
Foto - relacja z trasy - 10 sierpnia:
|
|
|
Grupa powitalna |
Na trasie pod Marzęcinem |
Przygotowywanie transparentu powitalnego |
|
|
|
Iza wita Mirka |
Komitet powitalny |
Szczęśliwa Małgosia |
|
|
|
Uściski i gratulacje |
W geście zwycięstwa |
Rozmowy przy szampanie |
|
|
|
Marian odpowiada na pytania |
Wspólna fotka z latarnikami |
Już blisko do domu |
powrót do góry
Wycieczka Nr 18 - Wyspa Sobieszewska - 03 sierpnia
Zbiórka: Dworzec PKP w Elblągu, godz.7.40. Odjazd pociągu do Gdańska 8.10
Trasa: Gdańsk, Sobieszewo, Mikoszewo, Jantar, Rybina, Tujsk, Marzęcino, Nowakowo, Elbląg
Długość trasy: 95 km, ilość uczestników: 21, ilość punktów: 95
Poszukując nowych tras na niedzielne wycieczki rowerowe zdecydowaliśmy się pojechać pociągiem do Gdańska aby stamtąd przez Wyspę Sobieszewską wrócić do Elbląga. Trasa planowana na ok. 70 km okazała się znacznie dłuższa, głównie z powodu błędu popełnionego podczas szybkiej jazdy. Zakręt nie oznakowany i mało widoczny został przegapiony i trzeba się było wracać. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ponieważ niechcący ustanowiliśmy nowy tegoroczny rekord długości trasy.
W Gdańsku przejechaliśmy ul. Długą, zatrzymaliśmy się przy fontannie Neptuna, byliśmy chwilę nad Motławą, skąd wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Wyspy Sobieszewskiej. Pierwsze kilkanaście kilometrów to wolna jazda po kiepskich drogach, później było już znacznie lepiej.
Powierzchnia Wyspy wynosi 35 km kw., 1/3 jej areału stanowią lasy, a 11-kilometrowa plaża jest najdłuższa wśród gdańskich plaż.
Ponad 100-letnia historia Wyspy była i jest związana z działaniami sił natury i człowieka. Zimą 1840 r., w wyniku zatoru lodowego, który utworzył się w miejscowości Płonia, wezbrane wody Wisły przerwały Mierzeję Wiślaną w okolicach wsi Górki. W ten sposób powstało nowe ujście Wisły, nazwane później przez Wincentego Pola - Śmiałą Wisłą. Tak uformował się półwysep, którego zachodnią część stanowił teren obecnej Wyspy Sobieszewskiej. Ostateczny kształt Wyspa zyskała w 1895 r. Chcąc rozwiązać problem corocznych powodzi na Żuławach, na polecenie cesarza Wilhelma II wykopano w latach 1889-1895 kanał o długości 7,1 km, zwany Przekopem Wisły, którym uchodzi do morza główny nurt rzeki.
Na wyspie znajduje się wiele atrakcji turystycznych, między innymi zabytkowa północna śluza z 1895 r. która zaczęła funkcjonować wraz z ukończeniem Przekopu Wisły. Dawniej spławiano nią drewno do Gdańska. Opis śluzy można znaleźć w książce Güntera Grassa pt. Blaszany bębenek. Oryginalne urządzenia z końca XIX w., napędzające niegdyś śluzę, znajdują się w sąsiednim budynku. Druga, południowa śluza oddana do użytku w 1980 r., służy do transportowania jednostek wodnych.
Znajduje się tu również rezerwat Mewia Łacha. Został on utworzony w 1991 r., a swoją nazwę zawdzięcza piaszczystym terenom powstałym z materiałów naniesionych przez nurt Wisły, które są miejscem okresowego przebywania wielotysięcznych stad ptaków (głównie mew, rybitw i ptaków siewkowych). Od kilku lat na terenie rezerwatu po obu stronach ujścia zadomowiły się bobry, a na piaszczystych wysepkach od czasu do czasu wylegują się bałtyckie foki.
Rezerwat Mewia Łacha, podobnie jak rezerwat Ptasi Raj w Górkach Wschodnich, pod nazwą Obszaru Specjalnej Ochrony Ptaków Ujście Wisły, wchodzą w skład europejskiej sieci terenów chronionych Natura 2000, funkcjonującej we wszystkich państwach Unii Europejskiej.
Niestety, ze względu na brak czasu ( wystarczyło tylko na zjedzenie lodów) nie było możliwości zwiedzania wyspy. Żeby to zrobić trzeba by poświęcić minimum cały dzień. Może kiedyś zaplanujemy dłuższy wyjazd na wyspę poza sezonem urlopowym.
W Jantarze na plaży mieliśmy godzinną przerwę na posiłek, odpoczynek i towarzyskie rozmowy. Chętni mogli wykąpać się w morzu. Stąd była już tylko szybka jazda do Elbląga.
Wyświetl większą mapę
Foto - relacja z trasy - 03 sierpnia:
|
|
|
W Gdańsku na tle dworca PKP |
Przy fontannie z Neptunem |
Nad Motławą |
|
|
|
Nad Motławą |
Widok na nadbrzeże i Żuraw |
Nad Martwą Wisłą |
|
|
|
Przerwa na lody na wyspie |
Na promie do Mikoszewa |
W drodze do Jantara |
|
|
|
W Jantarze na plaży przy Janie 3 |
Pora wracać do domu |
Dyskusja nad rowerową modą |
powrót do góry
Wycieczka Nr 17 - "Szlakiem Polskich Latarni Morskich" - 02 - 10 sierpnia
Zbiórka: Dworzec PKP w Elblągu, 01.08, godz.18.00. Dojazd do Świnoujścia pociągiem.
Trasa: Świnoujście, Trzebiatów, Łazy, Duninowo, Izbica, Karwia, Hel, Gdynia (statek), Mikoszewo, Krynica Morska, Elbląg
Długość trasy: 715 km, ilość uczestników: 18, ilość punktów: 974
PROLOG
Wyprawa która rodziła mi się w głowie już od dwóch lat, w końcu doszła do skutku. Planowana na wyjazd kilku osobowy, rozrosła się do 18 osób.
Wszystko co nas miało czekać było jedną wielką niewiadomą, brakowało nam doświadczenia ale za to mieliśmy wielki entuzjazm.
Na dworcu w Elblągu, żegnali naszą 8-o osobową grupę znajomi z naszej grupy rowerowej STOP dodając otuchy i wiary w siebie.
Podróż 13-sto godzinna minęła w miarę spokojnie. W Bydgoszczy dołączył do nas Roman, a w Świnoujściu spotykamy się z Marzeną i Darkiem z Częstochowy.
Tak więc w sile jedenastu rowerzystów, w tym dwóch pań zaczynamy naszą przygodę.
Dzień pierwszy 02.08.2008r.
Prosto z pociągu udajemy się na prom i przeprawiamy się na wyspę Uznam.
Już rowerami dojeżdżamy do przejścia granicznego Świnoujście - Ahlbeck i dalej leśną ścieżką rowerową do niemieckiego wybrzeża. Robimy tu krótką przerwę na zapoznanie się z nim i zrobienie pierwszych fotek. Po chwili docieramy do pierwszej miejscowości uzdrowiskowej Seebad Ahlbeck ( bywał tu cesarz Austrii Franciszek Józef I ) . Kierując się dalej nadmorską promenadą z bardzo dobrymi ścieżkami rowerowymi mijamy Seebad Heringsdorf, gdzie zbudowano molo, będące jednym z najdłuższych na Bałtyku (prawie 500m.), a następnie Seebad Bansin. Jest to najmniejsze ale i najstarsze z cesarskich kąpielisk datowane na 1111r. Jadąc przez wzgórza mijamy chyba największy kemping. Camping Uckeritz tutaj też mylimy drogę i nadkładamy 20km. Na szczęście jazda po niemieckich ścieżkach rowerowych to sama przyjemność. Po powrocie do Polski przeprawiamy się na wyspę Wolin i zwiedzamy pierwszą latarnię morską w Świnoujściu. Jest to najwyższa latarnia morska nad Bałtykiem, która mierzy 68 metrów. Wejście na nią okazało się niemożliwe ze względu na długą kolejkę oczekujących (około 1-ej godziny) i późną porę. Obok latarni znajduje się fort Gerharda, czyli dawna bateria ciężkich armat broniących wejścia do portu.
Zaczynamy szukanie noclegu. Okazało się to bardzo trudne, nigdzie nie mogliśmy dostać wolnych miejsc na rozbicie namiotów i dopiero życzliwość starszego pana w Łunowie uchroniła nas przed noclegiem na dziko. Kobiety wykapały się w mieszkaniu gospodarzy, a mężczyźni skorzystali z węża ogrodowego. W nocy dołączyli do nas kolejni uczestnicy wyprawy. Krzysiek, Kita, Łukasz Devil i Sławek , wszyscy z Bydgoszczy.
Tego dnia przejechaliśmy 70km. ze średnią prędkością 14,6km./h
Dzień drugi 03.08.2008r.
Pomimo nocnych opadów udaje się na nam dość sprawnie zwinąć obozowisko i o godzinie 9:00 ruszamy 14-sto osobową ekipą w dalszą drogę. Bardzo szybko docieramy do Międzyzdrojów, gdzie spacerujemy po najdłuższym polskim molo na otwartym morzu (395m.). Dalej skierowaliśmy nasze rowery do Wolińskiego Parku Narodowego, aby zobaczyć sprowadzone z Puszczy Białowieskiej żubry. Po wyjściu z pokazowej zagrody żubrów spotykamy kolejnych uczestników naszej eskapady. Martyna i Sławek z Częstochowy, Juliusz z Ostrowca Świętokrzyskiego i Zbyszek z Gliwic uzupełnili naszą grupę, ustalając jej stan na 18-cie osób. W drodze do kolejnej latarni Kikut, zatrzymujemy się w Wisełce nad jeziorem o tej samej nazwie.
Podjazd pod latarnię Kikut okazał się ekstremalnie trudny i musieliśmy wpychać obładowane rowery na strome, wysokie wzgórze. Wzgórze to podwyższa nie wysoki punkt sygnalizacyjny do najwyższej wysokości światła na polskim wybrzeżu ( 91,5m. n.p.m. ) Trzymając się czerwonego szlaku dojeżdżamy do Dziwnowa, gdzie pokonujemy most zwodzony, łączący wyspę Wolin ze stałym lądem. Stąd jedziemy na wschód do Trzęsacza, miejscowości w której stoi ostatnia ściana kościoła z przełomu XIV i XV wieku. Gdy był budowany znajdował się 2 km. od brzegu morskiego, ale działanie morza i pogody powodujące osuwanie się klifu sprawiło, że w 1901r. osunęła się pierwsza ze ścian. W końcu władze zaczęły zabezpieczać tą wyjątkową atrakcję polskiego wybrzeża, wzmacniając klif i budując platformę widokową z której będzie można oglądać ruiny od strony morza. Jadąc drogą rowerową R-10 widzimy kolejną latarnię w Niechorzu. Rozciąga się z niej piękny widok na jez. Liwia Łuża.
Pierwszą gumę łapie Kita. Serwisant z centrum rowerowego radzi sobie bardzo sprawnie z jej naprawą. Nocleg znajdujemy w Pogorzelicy na kempingu Czachar. Przejechaliśmy 75km. ze średnią prędkością 15,6km./h
Suma 145km. Średnia prędkość 15,1km./h
Dzień trzeci 04.08.2008r.
Dzień zaczyna się deszczowo, co opóźnia nasz wyjazd na trasę. Dodatkowo bardzo silny wiatr sprawia kłopoty z utrzymaniem się na rowerze.
Jedziemy trasą R-10 mijając Trzebiatów, niestety pogoda nie pozwala na zwiedzanie tego grodu obronnego, którego początki sięgają IX w. Po dojechaniu do Kołobrzegu, odwiedzamy latarnię morską. Nie jest zbyt wysoka, ale za to bardzo okazała, niczym twierdza. Latarnia odbudowana po wojnie na głównej platformie fortu i stąd jej wygląd (militarny). Z Kołobrzegu jedziemy promenadą, która ciągnie się wzdłuż parku, a następnie przechodzi w nowo wybudowaną ścieżkę rowerową. Fantastyczna 8-io kilometrowa ścieżka prowadząca przez las i bagna, które pokonujemy przez wybudowane mostki. Trasa oferuje piękne widoki i niezapomniane wrażenia. Brawa dla pomysłodawców. Na końcu ścieżki znajduje się wjazd na teren zniszczonego lotniska wojskowego na którym widzimy opuszczone hangary dla samolotów. Łapiemy kolejną gumę, tym razem Marzenka jest tym pechowcem. Z lotniska docieramy do Sianożęt i Ustronia Morskiego, gdzie nabieramy sił i jemy smaczny obiad. Czerwony szlak prowadzi nas do latarni Gąski, której budowę rozpoczęto w 1876r. Latarnia jest wpisana do rejestru zabytków. Korzystając z nadmorskiej trasy rowerowej poruszamy się pomiędzy brzegiem morza a jez. Jamno. Po dojechaniu do miejscowości Łazy znajdujemy nocleg na pierwszym napotkanym kempingu ( na nasze nieszczęście ). Sanitariaty to po prostu żenada.
99km. ze średnią prędkością 18km./h
Suma 244km. Średnia prędkość 16,55km./h
Dzień czwarty 05.08.2008r.
W nocy przyszedł sztorm i silne opady deszczu, które uniemożliwiły wyruszenie w drogę. Tak więc zostaliśmy na kempingu Czajka, który należało ominąć szerokim łukiem. Sanitariaty w opłakanym stanie, a ziemia pod namioty to gruz pod cienką warstwą ziemi.
Jedynym plusem tego miejsca to położenie nad samym jez. Jamno i świetlica ogólnie dostępna w której spędziliśmy większość czasu.
Uratowała ona też życie Romanowi, którego namiot nie wytrzymał nawałnicy i musiał w niej spędzić kolejną noc. Nie był to jedyny namiot który ucierpiał tej nocy, a pogoda pokazała, że trzeba być przygotowanym na każde warunki pogodowe. Po południu troszkę się uspokoiło, dzięki czemu mogliśmy podziwiać Bałtyk w czasie sztormu. Kilometrów ZERO
Dzień piąty 06.08.2008r.
No cóż, mamy do odrobienia 80km.. Dzienny dystans który musimy pokonywać
wzrósł z 80 do 100km., aby dojechać na czas do Elbląga.
Na początku omijamy wątpliwy przejazd ( według mapy jest) przez Dąbkowice i do Dębek jedziemy południowym brzegiem słonawego jez. Bukowo, korzystając z biegnącej tam trasy rowerowej. Dalej trzymając się czerwonego szlaku docieramy do Darłówka i kolejnej szóstej już latarni.
Jest niezbyt okazała, do parterowego domku przylega wyższa o dwa piętra wieża z okrągłą latarnią na szczycie. Do Jarosławca poruszamy się ścieżką rowerową z dobrej jakości płyt. Jest to urokliwa trasa prowadząca pomiędzy Bałtykiem a jez. Kopań które jest połączone kanałem z morzem.
Nad kanałem zbudowano nowy mostek i można spokojnie przejechać rowerem.
Od tego miejsca pogarsza się jakość ścieżki i już do Jarosławca mamy dużo piachu pod kołami, który co chwila zatrzymuje nasze rumaki.
Odwiedzamy tutaj najstarszą latarnię w Polsce. Wybudowano ją w 1838r.
Wcześniej co prawda wybudowano inną obok, ale była za niska i jej światło było przysłonięte przez las, a konstrukcja nie nadawała się do podwyższenia. Latarnia jest wpisana do rejestru zabytków. Chcąc dojechać do Ustki należy objechać jez. Wicko - od strony morza są tereny
wojskowe- poruszając się częściowo po dość ruchliwych drogach. Latarnia w Ustce przetrwała bez szwanku II wojnę światową i została wpisana do rejestru zabytków. Obieramy tutaj trudniejszy wariant trasy i jedziemy do Orzechowa, gdzie znajduje się rezerwat. Wydma Orzechowska. Korzystając ze ścieżki dydaktycznej zapoznajemy się z urokami wydm i robimy małą sesję fotograficzną. Za Orzechowem szlak się urwał i tylko fantastycznej orientacji w terenie Mirka ,naszego szlakowego, zawdzięczamy to, że nie błądziliśmy, a droga pożarowa nr.1 poprowadziła nas do Poddąbia. Rowy były stąd już na wyciągnięcie ręki. Znaleźliśmy tam bardzo dobry kemping z gorącą wodą.
Kąpiel po trudach rowerowania była jak balsam.
Pokonaliśmy 111km. ze średnią prędkością 18,5km./h
Suma 355km. Średnia prędkość 17,52km./h
Dzień szósty 07.08.2008r.
Wreszcie dobra pogoda. Wjeżdżamy do Słowińskiego Parku Narodowego, gdzie ścieżki pieszo-rowerowe wyglądają na dość dobrze utrzymane i nic nie zapowiadało naszych kłopotów. Heńka i Lucjana złapały kłopoty żołądkowe, co nie sprzyjało sprawnemu pokonywaniu kilometrów. Na dodatek przy wyjeździe ze SPN Zbyszek urywa jedną ze szprych i musi jechać z rozpiętym hamulcem na tylnym kole, aż do wieży Rowokół ,gdzie centruje sobie koło i pilnuje naszych rowerów. My natomiast zdobywamy Rowokół czyli świętą górę słowińców i wchodzimy na wieżę widokową skąd podziwiamy jez.Gardno i cały SPN. Do Czołpina dojeżdżamy dobrze oznakowaną drogą, chociaż samo podejście pod latarnię jest możliwe tylko na nogach. Rowery zapadają się w piachu po ośki. Tym razem rowery możemy zostawić z Julkiem, który ostatnie kilometry pokonał dopompowując koło. Tak więc mamy kolejnego kapcia i urwaną szprychę. Z latarni możemy podziwiać ruchome wydmy. Latarnię wybudowano w 1875r. na jednej z wysokich wydm w najbardziej odludnym miejscu nad Bałtykiem, dostarczając materiał do jej budowy drogą morską. Tu rozstajemy się z Kitą, Devilem i Sławkiem, którym się troszkę śpieszy, a na dodatek Sławek złapał kontuzję.
Aby dojechać do Łeby kierujemy się na Kluki gdzie znajduje się skansen budownictwa i kultury słowińskiej. Prowadzi tam trasa rowerowa Szlak Słowińców ale utworzenie trasy ograniczyło się tylko do ustawienia tablicy informacyjnej, bo to poczym jeździliśmy w niczym nie przypominało drogi dla rowerów. Jeżeli władze zainwestują , to może powstać interesujący odcinek rowerowy. Udaje się nam dojechać do Łeby i na tym koniec . Pokonanie tej trasy wymagało dużego wysiłku, szczególnie osób z kłopotami żołądkowymi . Brawa dla naszych Pań. Po znalezieniu kempingu pozwalamy sobie na relaks, spacer po plaży i kąpiel w Bałtyku.
Podziwiamy piękny zachód słońca nad morzem.
Tylko 61km. ze średnią 13km./h
Suma 416km średnia prędkość 15,26km/h
Zamiast nadrobić kolejne kilometry , tracimy to co już nadrobiliśmy.
Przejechanie trasy stanęło pod wielkim znakiem zapytania.
Dzień siódmy 08.08.2008r.
Kolejny dzień zaczyna się deszczem. Zmieniamy przebieg trasy, po nocnym telefonie od Kity, który ostrzegł nas, że pierwotnie planowana trasa jest ekstremalnie trudna Przez obfite deszcze drogi są nieprzejezdne i mieli kłopoty z jej pokonaniem.
Jedziemy więc na Nowęcin, omijając jez. Sarbsko od południa. Przy latarni Stilo spotykamy Krzyśka, Łukasza i Sławka, chłopakom nie udało się nadrobić kilometrów. Latarnia stoi na zalesionej wydmie i podejście jest bardzo piaszczyste, nienadające się do jazdy rowerem. Po wejściu na górę zobaczyliśmy że z drugiej strony jest wygodny podjazd dla samochodów. Latarnia ta jest o tyle ciekawa, że została wykonana ze stalowych płyt skręcanych śrubami, postawionych na granitowej podstawie i tak jak Czołpino, leży z dala od ludzkich siedzib. Mijając Lubiatowo wjeżdżamy na czerwony szlak prowadzący do Białogóry, jednak przy stanicy harcerskiej Róża Wiatrów mylimy drogę i trochę kluczymy po piaszczystych , leśnych ścieżkach, co kosztuje nas wiele wysiłku. Na dodatek wzmagają się opady deszczu i do Białogóry dojeżdżamy cali mokrzy i ubłoceni. Dalej wybieramy drogę na Żarnowiec, bojąc się ,że droga przez Karwieńskie Błota będzie zbyt wymagająca, jak ta do Białogóry. Tak dojechaliśmy do Krokowej gdzie okazało się, że Lucjan zgubił portfel w Białogórze (pech nas nie opuszcza). Lucjan decyduje się na powrót autobusem do Białogóry, zostawiając rower w pobliskiej restauracji. Po powrocie spróbuje nas dogonić. Jak się później okazało, już nie dał rady. Gdy dojechaliśmy do Rozewia przestaje padać. Na najbardziej na północ wysuniętym krańcu Polski stoi następna latarnia.
Jest ona złożona jakby z dwóch części; pierwszej- murowanej w kształcie ściętego stożka i drugiej metalowej , stojącej na pierwszej. Najstarsze dokumenty potwierdzające istnienie latarni na Rozewiu ,to szwedzka mapa z 1696r.
Dojeżdżamy do Jastarni. Niestety kolejną gumę łapie Julek, urywa mu się też kolejna szprycha. Na szczęście posiadam jeszcze zapas kilku sztuk szprych.
Zaliczyliśmy 111km ze średnią 17,5km./h
Suma kilometrów 527 średnia prędkość 16,38km/h
Dzień ósmy 09.08.2008r.
Pochmurno, ale nie pada. Rano Julek naprawia gumę i wymienia urwaną szprychę, jedziemy do latarni w Jastarni. Zostajemy źle skierowani i dojeżdżamy do nowej wieży sygnalizacyjnej zamiast do latarni, która stoi w pobliżu. Latarnia w Jastarni jest najmniejszą ze wszystkich latarni na polskim wybrzeżu i nie jest specjalnie efektowna, a wielu wczasowiczów przechodzi obok niej obojętnie. Władze Jastarni powinny coś z tym zrobić. Teraz prosto na Hel. Latarnia znajduje się prawie na końcu Półwyspu Helskiego. 40m wieża o kształcie ośmiokąta, została wybudowana po II wojnie światowej w miejsce wysadzonej przez obrońców Helu latarni, która była doskonałym punktem celowniczym dla atakujących niemieckich pancerników. Widok jaki oferuje latarnia jest wyjątkowy, miejsce łączenia się Bałtyku i Zatoki Gdańskiej, to trzeba zobaczyć. Po dotarciu do kas Żeglugi Gdańskiej okazało się , że jedyny prom na którym są wolne miejsca dla całej naszej ekipy z rowerami odpływa za 10 minut. Szybka jazda wzdłuż nadbrzeża, pośród tłumu ludzi tam spacerujących i usuwających się na dźwięki naszych dzwonków była dość ryzykowna. Na szczęście zdążyliśmy. Co prawda prom płynął do Gdyni, której nie było w planach ale cóż było robić. Nie wiedziałem, że Gdynia to takie górzyste miasto. Szczególnie płyta Redłowska dała się we znaki. Po dotarciu do Sopotu odwiedzamy, znajdującą się przy molo zabytkową latarnię. Powstała ona na terenie dawnego zakładu kąpielowego, gdy postanowiono z komina kotłowni zrobić wieżę widokową. Światła zainstalowano dopiero po II wojnie światowej , a figuruje w spisie latarń z 1957r. Następna latarnia na naszej drodze znajdowała się w Gdańsku - Nowy Port.
Dojechaliśmy do niej wspaniałą Nadmorską Ścieżką Rowerową, pięknie położoną, idealnie równą, a muldy wyhamowujące pięknie wyprofilowane.
Jednak Polak potrafi. Latarnia ta jest według mnie najładniejszą latarnią na naszym wybrzeżu. Jest to ośmiokątna, zwężająca się ku górze wieża z czerwonej cegły z ośmiokątną galerią z poręczami z kutego żelaza. Dach latarni ma trzy okrągłe okienka w trzech z ośmiu ścian. To właśnie z nich widoczne było światło latarni. Na latarni widać ślady wojny i miejsce gdzie Niemcy umieścili karabin maszynowy. W 1984r latarnia została wyłączona, a w 1986r wpisana do rejestru zabytków.
Następna latarnia w Porcie Północnym zastąpiła wyżej opisaną. Jest to latarnia nie udostępniona do zwiedzania i dlatego postanowiliśmy ją pominąć, tym bardziej, że nasz plan dotarcia do Krynicy Morskiej był bardzo zagrożony. Tak więc pojechaliśmy prosto do Świbna na przeprawę promową. Na promie doszło do niemiłej sytuacji z obsługą promu. Panowie nie wydawali rachunków za pobrane opłaty i obrazili nas używając wulgarnych słów. O powyższym został poinformowany ( po powrocie) właściciel, przez którego zostaliśmy przeproszeni. Przynajmniej teraz wie, że jest okradany przez pracowników. Dalsze kłopoty ma Julek, kolejna guma. Niestety opony trzeba wymienić. Wiemy, że nie uda się dotrzeć do Krynicy. Na nocleg wybieramy Sztutowo, z tego faktu najbardziej ucieszył się Julek, który bardzo chciał z nami dojechać do mety, chociażby miał pchać rower.
Pokonaliśmy tego dnia 99km ze średnią 18km/h. Razem 626km ze średnią prędkością 17,19km/h
Dzień dziewiąty 10.08.2008r.
Ostatnia pobudka. Rano żegnamy się z Darkiem, który się rozchorował i nie pojechał z nami do Krynicy Morskiej zostając w Sztutowie, pilnując namiotów naszych znajomych z poza Elbląga. Postanowili pozostać tu jeszcze jeden dzień. Po godzinie dojeżdżamy do Krynicy Morskiej i zwiedzamy ostatnią latarnię na naszej trasie. W drodze powrotnej żegnamy się z Julkiem i Zbyszkiem a w Sztutowie żegnamy Marzenę, Martynę i Sławka. Wszyscy mamy nadzieję, że spotkamy się za rok. Teraz już szybko na spotkanie z naszymi znajomymi w Marzęcinie, którzy wyjechali nam na powitanie.
Spotkanie nad stawem było miłą niespodzianką, witano nas śpiewając Sto Lat, był piękny transparent no i szampan.
Podzieliliśmy się pierwszymi wrażeniami, na gorąco opowiadając swoje przeżycia z podróży. Po godzinnym odpoczynku ruszamy do Elbląga. UDAŁO SIĘ!!!
Ostatnie 89km pokonaliśmy ze średnią 20km/h!!
ŁĄCZNIE POKONALIŚMY 715km. ZE ŚREDNIĄ PRĘDKOŚCIĄ 18,59km/h
Podsumowanie
Gratuluję wszystkim uczestnikom, a szczególnie trzem naszym paniom; Małgosi, Marzenie i Martynie pokonania całej, trudnej trasy rajdu.
Dziękuję wszystkim uczestnikom za udział, wspaniałe towarzystwo i dostosowanie się do warunków wyprawy.
Pokonaliśmy w sumie 715km ze średnią prędkością 18,59km/h. Odwiedziliśmy
16 z 17 latarni. Przejechaliśmy przez dwa parki narodowe, czyli Woliński i Słowiński Park Narodowy, a także przemknęliśmy przez Nadmorski Park Krajobrazowy. Zaliczyliśmy 6 kapci i urwaliśmy 3 szprychy, a także trzy razy zaliczyliśmy spotkanie z matką ziemią. Spokoju nie dawała nam pogoda i kłopoty zdrowotne, a mimo to dojechaliśmy do mety tej eskapady rowerowej.
Wyprawa ta pozwoliła na zdobycie bardzo cennego doświadczenia, które mam nadzieję wykorzystać przy organizacji następnej takiej wycieczki i uniknąć tych samych błędów co teraz; Największy błąd to brak wolnego dnia, który można przeznaczyć na regenerację lub wykorzystać go gdy nie dopisze pogoda, czy zaszwankuje zdrowie. Tak właśnie było teraz, bardzo by się przydał taki dzień.
Drugi duży błąd to zbyt długie etapy i niedocenienie trudności trasy, co znacznie ograniczyło nasze możliwości zobaczenia ciekawych miejsc.
Jeżeli były jeszcze jakieś niedociągnięcia to przepraszam i proszę Was o uwagi do tej wyprawy.
Mam nadzieję, że będziemy w kontakcie i jeszcze się spotkamy, może nie tylko na trasie. Jeszcze raz bardzo dziękuję Wszystkim za uczestnictwo i wspaniałe towarzystwo.
Wyświetl większą mapę
Foto - relacja z trasy - 02 - 10 sierpnia:
|
|
|
Na niemieckiej części wyspy Uznam |
Latarnia morska w Świnoujściu |
Rozbijanie namiotów na pierwszy nocleg |
|
|
|
Podejście do latarni Kikut |
Latarnia Kikut zdobyta |
Widok na Latarnię Kikut |
|
|
|
Grupa w Trzęsaczu |
Latarnia w Kołobrzegu |
Na dawnym lotnisku wojskowym |
|
|
|
Pierwsza guma |
Latarnia Gąski |
Spacer w sztormową pogodę |
|
|
|
Obóz po ulewie |
Latarnia w Darłowie |
W Rezerwacie Wydma Orzechowska |
|
|
|
Droga przez las |
Na wieży widokowej na górze Rowokół |
Widok na latarnię Czołpino |
|
|
|
W sosnowy lesie przy latarni Czolpino |
Polskie Latarnie Morskie |
Latarnia Czolpino |
|
|
|
W skansenie Kluki |
Na trasie rowerowej do Leby |
Trasa rowerowa Szlak Slowinców |
|
|
|
Relaks podczas kapieli w Baltyku |
Latarnia Stilo |
Przy latarni Stilo |
|
|
|
Na latarni Stilo |
Latarnia Rozewie |
Przy latarni Rozewie |
|
|
|
Latarnia na Helu |
Latarnia w Nowym Porcie w Gdansku |
Widok na latarnie w Nowym Porcie |
|
|
|
Latarnia w Krynicy Morskiej |
Schody wewnatrz latarni w Krynicy Morskiej |
Przy latarni w Krynicy Morskiej |
powrót do góry
poprzednie wycieczki znajdują się w archiwum |